Home Podróże Na nartach przez Alpe Cimbra

Na nartach przez Alpe Cimbra

by Sergiusz Pinkwart


24 kilometry z Costy do Passo Coe i z powrotem. Cały dzień z rodziną na nartach. Oto wyzwanie, które pozwoli nacieszyć się najpiękniejszymi trasami włoskich Dolomitów w Alpe Cimbra.

Jako Zakopiańczyka nieodmiennie zadziwia i zachwyca mnie to, że w alpejskich krajach Górale potrafią się ze sobą dogadać i połączyć swoje trasy w jedną sieć nartostrad. Nie inaczej jest w Alpe Cimbra. Nieco na uboczu Dolomitów, za to bardzo blisko dużych lotnisk północnych Włoch, Werony i kurortów nad jeziorem Garda. To resort znany z dużej liczby łatwych, rodzinnych tras, przyjaznych dla narciarzy zaczynających swoją przygodę z zimowymi sportami.

Żeby nie było niedomówień – choć jak na Alpy, wysokości są tu raczej „reglowe”. Poniżej dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza. Na szczęście jest się tu gdzie rozpędzić, a trasy czerwone i (nieliczne) czarne, budzą respekt. Nieprzypadkowo utytułowana ekipa olimpijczyków z USA obrała Alpe Cimbra za swoją bazę szkoleniową. Poza alpejczykami z USA, obcokrajowców niemal się tu jednak nie spotyka. Znakomita większość narciarzy na stokach, wyciągach, czy w restauracjach, to Włosi. Przygotujmy się więc na spory element chaosu i improwizacji, zwłaszcza przy dolnych stacjach wyciągów i na parkingach.

Dla mnie – wychowanego na polskich stokach w latach osiemdziesiątych, to sentymentalna powtórka z dzieciństwa. Ale tych, którzy zaczynali swoją przygodę narciarską w latach dwutysięcznych, gdy nasze społeczeństwo upodobniło się do Niemców, Francuzów, czy Austriaków, może szokować „wbijanie” się do wyciągu bez kolejki. A raczej amorficzny tłum, zamiast porządnego, stojącego w porządku „ogonka”. Jak to we Włoszech. Dużo jest gadania, podniesionych głosów i gestykulacji, ale bez agresji i – na koniec – wszystko jakoś działa.

I jeszcze dwie ważne kwestie. Naszym celem było przejechanie Alpe Cimbra od krańca do krańca, możliwie jak najpiękniejszymi, ale i najprostszymi trasami. Bo oprócz nas – dorosłych, byliśmy z dwójką dzieci, w tym z Larą, która nauczyła się jeździć ledwo dwa dni wcześniej. Ostatnia sprawa to warunki pogodowe. Mieliśmy przez tydzień doskonałą aurę. Pełne słońce i temperaturę między minus pięć a plus dwa stopnie. Jednak dało się odczuć, że to dopiero początek sezonu. Nie wszystkie stoki były w pełni dośnieżone. Działała większość tras niebieskich i niektóre czerwone. Czarne trasy, podczas naszego pobytu, były jeszcze zamknięte.

Costa – Ortesino

Costa to najpopularniejszy i najdogodniejszy punkt startowy w rejonie kurortu Folgaria. Przynajmniej dopóki nie ruszy kolejka gondolowa z Francolini (nieco bliżej centrum Folgarii). Otwarcie zapowiadane jest na tę zimę, ale gdy byliśmy pod koniec grudnia i na początku stycznia, gondolki jeszcze nie działały.

Costa ma dość ekscentryczny wyciąg przeznaczony tylko dla sanek (a obok tor saneczkowy). Jest i „żółwik” – czyli ruchomy chodnik dla początkujących narciarzy. No i pełnokrwisty wyciąg – czteroosobowa kanapa Costa-Moreta (numer 1). W samej Coście jeszcze jeden wyciąg: Costa-Madonna, który dowozi narciarzy na górę krótkiej, stromej trasy czerwonej (numer 3).

Zaczęliśmy poranny rozruch od kilkukrotnego zjechania z dziećmi łagodną trasą szkoleniową przy „żółwiku”. Gdy zaczęło się robić tłoczno (około 10 rano na stok wychodzą instruktorzy z kursantami – zazwyczaj grupami młodzieży), wyjechaliśmy czteroosobową kanapą na wzgórze Moreta i niebieską trasą 1c zjechaliśmy do wioski Ortesino. Nartostrada prowadzi przez las i jest przez większą część trasy bardzo łagodna. Dopiero na sam koniec, gdy widać już dolną stację kolejki w Ortesino, stok się poszerza i opada nieco stromiej. 

W Ortesino przy wyciągu jest bar i kilka stolików na zewnątrz, ale ponieważ tonie w cieniu gór, raczej nie skłania do przesiadywania z filiżanką gorącej czekolady. My ustawiliśmy się do (dużo krótszej niż w Coście) kolejki do wyciągu i ruszyliśmy dalej.

Ortesino – Fondo Grande

Wyciąg krzesełkowy wynosi nas na Forte Sommo Alto i to jest pierwszy moment, w którym możemy zobaczyć szerszą panoramę Alp. Zjeżdżamy piękną, szeroką, alpejską halą do schroniska Stella d’Italia. Trasa jest łatwa i przyjemna. Trzeba tylko zwrócić uwagę na narciarzy dojeżdżających z lewej strony trasą numer 9. Nie należy tutaj zbytnio sugerować się mapą, która przedstawia przebieg nartostrad z dużą nonszalancją. Poza ważnymi rozjazdami próżno też szukać oznaczeń tras w terenie – nie ma takiego zwyczaju. Już częściej spotkamy tabliczki z nazwami wiosek, ale jeśli jedziemy tędy po raz pierwszy, możemy czuć się nieco zdezorientowani. Na szczęście większość ważnych punktów orientacyjnych widać z daleka.

Gdy ruszamy ze szczytu Forte Sommo Alto, kilkaset metrów pod nami widzimy dach schroniska Stella d’Italia i nierozważnie uczynią ci, co ten znak zignorują. To jedno z najwspanialszych miejsc w całym Alpe Cimbra. A nasze dzieci zachwyciły się tu szczególnie górską watrą na środku sali jadalnej. Karczma szczyci się tradycją sięgającą 1550 roku i można tu zarówno odpocząć i ogrzać się, jak i dobrze zjeść i wypić gorącą czekoladę z bitą śmietaną.

Warto się posilić, bo czeka nas fragment czerwonej trasy numer sześć. Zostawiamy po prawej stronie gościnne progi schroniska i spuszczamy się w czeluść stromej „szóstki”. Na szczęście jedynie na kilkaset metrów, bo po kilku zakrętach odbija w lewo przyjazna, niebieska „dziewiątka”, którą dojedziemy do wioski Fondo Grande.

Czerwona szóstka dalej wiedzie do dolnej stacji kolejki gondolowej i na początku stycznia była jeszcze zamknięta.

Fondo Grande – Serrada

Fondo Grande to spora wioska obrandowana flagami USA. To właśnie tutaj chętnie ćwiczą amerykańscy alpejczycy na dwóch czarnych trasach – Agonistica i Martinella. Moglibyśmy skrócić sobie drogę do Passo Coe, wybierając się wprost do Fondo Piccolo z Sommo Alto wyjątkowo łatwą i nadzwyczaj malowniczą trasą 9b. Tak właśnie zrobimy następnego dnia. Ale dziś przemaszerowaliśmy na nartach dwieście metrów do wyciągu Fondo Grande – Martinella i wjechaliśmy na strome wzgórze, by rzucić okiem na górną część najsłynniejszej czarnej trasy Alpe Cimbra. Brzmi to hardcorowo, ale z górnej stacji kolejki zjechaliśmy do wioski Serrada długą, malowniczą i – co najważniejsze – niebieską trasą numer 12. My byliśmy zachwyceni. Dzieci – trochę zmęczone. 

Serrada – Fondo Piccolo

Na szczęście udało się namówić nasze dzieci, by zamiast szukać schroniska od razu wsiąść na kolejny wyciąg i wrócić na wzgórze Martinella. Znów zerknęliśmy na czarne trasy i skręciliśmy na trasę niebieską – 14a. Fondo Piccolo, wbrew swej nazwie, okazało się całkiem dużą wioską, pełną hoteli. Trasa 14a kończy się, niestety, po drugiej stronie osady, niż potrzebny nam wyciąg na Passo Coe. Moglibyśmy zdjąć narty i te kilkaset metrów przejść na piechotę, ale zaryzykowaliśmy i podjechaliśmy wyciągiem na górę Forte Dosso delle Somme. Stąd do Fondo Piccolo wiedzie trasa niebiesko-czerwona. A konkretnie zaczyna się jako niebieska, a kończy jako czerwona 15. To był jedyny moment, gdy Magda się zdenerwowała. Dzieci były zmęczone i było im zimno, a oblodzona, stroma trasa wydawała się ponad ich możliwości. Jakoś jednak zjechaliśmy do Fondo Piccolo i zrobiliśmy postój w stylizowanym igloo, w którym stał automat z kawą i czekoladą na gorąco.

Fondo Piccolo – Passo Coe

Wyciągiem typu „żółwik” podpełzliśmy do czteroosobowej kanapy, która wywiozła nas na nasz ulubiony stok resortu Passo Coe – Plaut. Jeździliśmy tu poprzedniego dnia, więc z dużą przyjemnością odświeżyliśmy dobre wspomnienia ze słonecznych, wysoko położonych stoków i zjechaliśmy szeroką i niezbyt stromą trasą numer 23. A potem poszliśmy na zasłużony obiad w karczmie, tuż przy dolnej stacji wyciągu.

Powrót na skróty

Z Passo Coe znów wyjechaliśmy na Plaut. Tam, trzymając się prawej strony stoku zjechaliśmy na nartostradę numer 23b, która wijąc się wzdłuż drogi dojazdowej dla samochodów (czasami przeskakiwaliśmy nad nią specjalnymi mostkami) dowiozła nas do trasy numer 19, a potem do czerwonej (ale w sumie szerokie i dość łagodnej) 18, którą zjechaliśmy do Fondo Piccolo. Tym razem już nie dokładaliśmy sobie i dzieciom dodatkowych atrakcji i zjazdów oblodzoną czerwoną trasą numer 16, która dała nam się we znaki w tamtą stronę. Podeszliśmy kawałek na nartach wzdłuż obszernego parkingu i wcięliśmy się na miłą, niebieską trasę 14b prowadzącą lasem do Fondo Grande. Stąd czteroosobową kanapą wjechaliśmy na szczyt Sommo Alto, wzdłuż kolejki gondolowej.

Sommo Alto to zdecydowanie najpiękniejsze miejsce widokowe na całej trasie. Aż szkoda, że dzieci były już mocno zmęczone i nie miały ochoty zostać tu dłużej – nadrobiliśmy to następnego dnia. Tymczasem zjechaliśmy trasą “Panoramica” (nr 9) i dalej łatwą niebieską 5 do naszego ulubionego schroniska Stella d’Italia, a następnie odbiliśmy w prawo na trasę 1b do Costy. Jeszcze tylko długi podjazd górskim „żółwikiem”, z którego roztacza się panorama na czerwoną trasę prowadzącą do Ortesino. A potem łagodnymi zakosami przez leśny dukt zjechaliśmy na polanę Costa, z której rozpoczęliśmy całą wyprawę pięć godzin wcześniej.

Czy warto?

Takie wyprawy to najlepszy sposób poznania gór i poszczególnych tras. I jeżdżenie bez znużenia – ciągle nowymi trasami. Oczywiście wychodzimy poza strefę komfortu. A w Alpe Cimbra dodatkowo dochodzi lokalny element „baśniowy”, bo oznakowanie tras jest nie do końca czytelne. No i z uwagi na zbyt dobrą pogodę, nie wszystkie trasy są naśnieżone i otwarte. Ale im bardziej się wgłębiamy w góry, oddalając się od najbardziej popularnych punktów startowych, tym mniejszy tłok. No i większa przyjemność z jazdy. Poza tym Włosi od godziny 12-tej, zaczynają powoli zjeżdżać na „pranzo”, czyli długi i obfity lunch. A po jedzeniu już nie wszystkim chce się wracać na narty. Generalnie, jeśli przetrwamy jazdę do południa, to potem jest już dużo luźniej. 

Żałuję, że nie udało nam się przemierzyć WSZYSTKICH tras Alpe Cimbra, choćby zamkniętych czarnych. Ale myślę, że ok. połowę przejechaliśmy. I zarówno my, jak i nasze dzieci, zakochaliśmy się w tych słonecznych stokach.

Related Articles

1 comment

Alpe Cimbra: Costa – idealny start na nartach z widokiem na Dolomity 8 stycznia 2026 - 20:02

[…] Alpe Cimbra, tu wypożyczyć i przechowywać sprzęt. Po pierwszych dwóch dniach w Costa-Ortesino ruszyliśmy odkrywać dalsze stoki Alpe Cimbra, ale to tu była nasza baza wypadowa, stąd mogliśmy przewieźć sprzęt do bardziej […]

Reply

Leave a Comment