W Bułgarii możemy liczyć na wysokie góry, doskonały śnieg i masę ciekawych atrakcji poza trasami. Jedyne pytanie, które należy sobie zadać, to: który z trzech dużych resortów narciarskich wybrać: Bansko, Borovec czy Pamporovo?
Gdy zdradziłem znajomym, że planuję wypad na narty w Bułgarii, przy stole zapanowała pewna konsternacja. Ale jak to? Serio? Będziesz szusował po plażach Złotych Piasków? Albo śmigał po stromych ruinach greckiego teatru w Płowdiw? Klisza Bułgaria = letnie wakacje jest tak mocno wdrukowana w zbiorową pamięć dzisiejszych 50-latków, że łatwo zapomnieć, że morska riwiera to jedynie skrawek bułgarskiej ziemi pod wysokimi górami, które zajmują większą część tego bałkańskiego kraju.
Śniegu zimą nigdy tu nie brakuje, sezon jest stabilny od grudnia do końcówki marca, a pomimo minusowych temperatur liczba słonecznych dni może zawstydzić nawet Dolomity. Do tego dochodzą konkurencyjne wobec reszty Europy ceny, słynna bułgarska gościnność i kuchnia, która potrafi człowieka napełnić samym dobrem po całym dniu jazdy. Ale jeśli mamy tylko tydzień urlopu i decydujemy się wybrać na narty w Bułgarii, musimy zdecydować: Bansko, Borovec, albo Pamporovo. To trzy największe resorty, ale i najbardziej zróżnicowane. Byłem w każdym z nich.
Bansko – kurort z charakterem
Bansko poznałem jako pierwsze i od razu poczułem, że to miejsce ma mocny charakter. Długie, ciągnące się kilometrami trasy i ta różnica poziomów, która sprawia, że mięśnie nóg naprawdę mają co robić. Najdłuższy zjazd ma aż 16 km i potrafi dać zdrowy wycisk. Podoba mi się też to, że po nartach jest gdzie usiąść, gdzie się wygrzać, a nawet można wymoczyć się w termach. Nazwa „Bansko”, zrozumiała dla każdego posługującego się językiem słowiańskim – oczywista. Jedyny minus? O poranku wszyscy chcą dostać się w górę jedną gondolką. Jeśli wstajesz późno, licz się z kolejką. Ale serio – gdy już dotrzesz na górę, wszystko Ci to wynagradza. Więcej: banskoski.com





Borovec – resort z tradycją
Borovec ma zupełnie inny klimat. Starszy, bardziej klasyczny, trochę jak miejsce, które pamięta wiele sezonów i kilka pokoleń narciarzy. Leży blisko Sofii, więc w weekendy robi się tu tłoczno, ale same trasy są naprawdę świetne. Największą frajdę miałem na zjazdach spod Musały, najwyższego szczytu Bałkanów (2560 m n.p.m.). Widoki? Bajka. Nocna jazda na oświetlonych stokach też ma swój urok – możesz pobyć sam na sam ze swoimi myślami i dźwiękiem nart tnących śnieg, a długie cienie pod leśnymi przecinkami nieźle przyspieszają puls. W końcu to Bałkany… Jeśli trochę nas zmęczy jeżdżenie na nartach, możemy wybrać się do Monastyru Rilskiego, czyli pobliskiej bułgarskiej „Częstochowy”. Świetne miejsce dla miłośników historii i słowiańskiej duchowości. Więcej: borovets-bg.com





Pamporovo – odpoczynek w naturze
Pamporovo to z kolei totalne przeciwieństwo Banska i Borovca. Tu czas płynie wolniej, a ludzie przyjeżdżają bardziej dla przyjemności niż sportowych ambicji. Idealne miejsce, jeśli jedziesz z dziećmi albo po prostu chcesz odpocząć. 120 słonecznych dni w sezonie zimowym to gwarancja pocztówkowych zdjęć i pięknej opalenizny. Trasy są łagodniejsze, choć czerwone są moim zdaniem takie BARDZO ciemnoczerwone, żeby nie powiedzieć „czarne”. Ale widok na Rodopy spod wieży telewizyjnej warty jest grzechu. No i te ceny – zdecydowanie najprzyjemniejsze dla portfela. Dodatkowym bonusem jest bliskość Płowdiwu, który moim zdaniem warto odwiedzić choćby na kilka godzin. Nie tylko dla antycznych zabytków, ale i świetnej atmosfery miasta, które ponoć jest najstarsze w Europie. Więcej: pamporovo.me





No dobrze… To na narty w Bułgarii to w końcu gdzie?
Ja spędziłem tydzień, po dwa dni w każdym z trzech ośrodków. Ale jeśli jedziemy na ciężko zasłużony urlop to nie po to, żeby co chwilę zmieniać hotel. Dlatego moje sugestie w jednym zdaniu:
Kiedy masz ochotę się zmęczyć i poczuć trochę adrenaliny, wybierz Bansko.
Gdy szukasz klasyki z dobrym dostępem do tras – Borovec.
A kiedy chcesz odpocząć i po prostu nacieszyć się górami – Pamporovo wygrywa bez gadania.
I tak, narty w Bułgarii naprawdę dają radę. Jest taniej niż w Alpach, jedzenie fantastyczne, a infrastruktura trzyma poziom. Jeśli ktoś jeszcze się waha, czy tu przyjechać, to ja mogę tylko powiedzieć: spróbujcie. Może się okazać, że wasze dzieci będą z sentymentem wspominały wspólne wczasy narciarskie w Pamporovie tak, jak wy myślicie o rodzinnych wakacjach w Złotych Piaskach w 1987 roku.

